czwartek, 28 czerwca 2018
szpitalowo 2014.04.15
wtorek 15 kwietnia 2014
Wracam z pracy, jem śniadanie i kładę się na chwilę. o 10 dostaje wiadomość od Anny (koleżanki Renaty z Jasła)
że własnie jedzie do Krakowa. Ma dziś wizytę do lekarza z synem. Kamil jest niestety cukrzykiem z pompą insulinową.
Ostatnio jeździła z nim do Warszawy i tam go leczyła, tym razem chciałaby troszkę bliżej, a po za tym tamta lekarka się wyprowadziła gdzieś pod Warszawę.
.Zarejestrowała syna do szpitala w Prokocimiu Nowym więc musiałem pomóc się jej jakoś odnaleźć Obchodziliśmy od jednej rejestracji do drugiej tam i z powrotem
Udaje się jednak i przyjmują Kamila , okazuje się ze lekarka zaproponowała ze pacjent musi zostać. Ale że nie bardzo Anna się zgadza zapisuje ich na 28 kwietnia i maja przyjechać na 5 dni
cała operacja zajmuje nam sporo czasu. Po wszystkim jeszcze przychodzi nam czekać na autobus do tego Jasła , a na złość pogoda jest taka że hej.Bardzo wieje zimnym wiatrem tak że aż przeszywa do plecków. Czekamy tak ponad 30 minut a ja czuje się kompletnie przewiany na druga stronę.
Po powrocie do domku pakuje w siebie rutinoscorbin i gorącą herbatę.
Wieczorkiem gram na Radiolatkach od 20-22
Maleńkie kroki biegną smutne
po korytarzu barw
drobne życie obrysowane drwiną
i krzywa chorobową
Skromne tykanie zegara
budzi lęki związane z jutrzejszym dniem
i diagnoza nie do przewidzenia
a może zmieni się coś na lepsze?
Pytania bez odpowiedzi
recepty i skierowania pisane pospiesznie
na szarobure pastylki
które pozwolą wierzyć w nadzieje
Wbrew pozorom nie ma tu płaczu
tylko niepewne czekanie
Serduszka rozumieją ze tak ma być
nie chcą bić w rytm tego świata
W dziecięcym szpitalu
drobne kroczki biegną przed siebie
są inne niż myśli dorosłych
godzą się na to co daje im życie...
brzdęk...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz