sobota, 30 czerwca 2018

bilet proszę... 2014.07.05


Sobota 5 lipca 2014
Jak postanowiłem tak rano pojechałem po bilet , bałem się ze i tka nie kupie.  No rano czyli o 7  takiego miałem stracha.  Na szczęście się udało choć nie tak dokładnie jak chciałem. Bo kupiłem na 18.20 ( chciałem  o 19.15)    ciekawe co ja będę robił przed 6 w Koszalinie.  Zresztą co mi tam dam radę , żeby tylko przeżyć te 11 godzin na siedzeniu.  Właśnie to do końca nie wiem czy dobrze czy nie  bo w pociągu jak mi się znudzi można połazić a w autobusie? Siedzisz na pupie cała drogę  no owszem co jakiś czas autobus stanie na siku.  Najważniejsze ze bilet jest czyli trzeba jechać i już bez dyskusji.
Potem wracając zahaczam o ryneczek. Dawno nie spacerowałem sobie po Rynku ech no nie ma kiedy…
Potem do domku robić ostatnie przygotowania do wyjazdu.
Wieczorkiem patrzę jak Argentyna wygrywa z Belgią  od 8 minutki 1:0   a potem jak to Holandia remisuje z Kostaryką po 120 minutach gry  by w karnych 4:3 załatwić sobie wejście do półfinału.

Pije kolejne piwo
i nadal nie jestem bliżej szczęścia
choćbym nie wiem jak bardzo
chciał się upić i tak go nie znajdę…

Piszę długie elaboraty
na temat mojej samotności
ale i tak w żaden sposób
nie mogę się od niej uwolnić

Drżą w obłędzie gorzkie słowa
skierowane wprost do nieba
że coś ze mną nie jest tak
bo stale w życiu mam pod górę…

Kolejny trudnej prawdy
kłuje mnie mocno w wątrobę  
czy ktoś odpowie na me słowa
czy nadal zostanę na bezludnej wyspie?

brzdęk...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz