18 lutego 2013
Wstaje rano a może jeszcze w nocy i zapycham z bagażem na dworzec.
5 godzina pociąg i jadę do Lęborka...
Podróż się lekko włóczy i co jakiś czas przysypiam... Kolej się postarała i tym razem grzeją. Powinienem powiedzieć robią piekło.
W całym wagonie jest tak gorąco ze normalnie się z człowieka leje. Nie można spokojnie usiedzieć taki żar dmucha spod foteli...
Co zrobić taka podróż bardzo wykańcza. W takim stanie lekkiego przegrzania docieram na miejsce. Z Ewką idziemy potem do sklepu zeby kupić, co nieco.
Wieczorkiem udajemy się do Heleny i Roberta na małą posiadaczkę ze smażoną rybką.
Snują się myśli przydrożne
zaszyte w migających obrazach
wzlatując nad swoim gniazdem
przywołują dawną przypowieść
Drżą struny matczynej pieśni
co sny układa pomału
zamienione na pierwsze kroki
i słowa tęsknotą pisane
Wiatr nie był zbyt łaskawy
dla pierwszych ziaren miłości
powiał je na suche skały
i nic z tego nie wyszło
Przywarł człowiek do kieratu
w nim szukając pociechy
bo zakleił dziurę w myślach
i pozwalał jakoś przeżyć
Czas przesuwał się nijako
po tarczy kalendarzy
kwitły bzy, dojrzewały wiśnie
jesień podkreślała wiek uśmiechem twarzy
Za oknem cicho westchnienia fruwają
niespełnione marzenia płaczą w ukryciu
Staję wpatrzony w puste przestworza
szukając śladu swoich skrzydeł
brzdęk...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz