16 września 2011
Budzenie skoro świt i potem truchcikiem bieganie do pracy. Fakt jest taki że nie mam zapału by siedzieć dziś te 12 godzin, ale co tam jakoś trzeba wytrzymać.
Dzień bardzo się ślimaczy ale daje jakoś radę. potem jadę do domku gdzie zajadam się późnym obiadkiem. Wieczorkiem oglądam coś w telewizji ( juz mi zabrali dodatkowe programy) i sam nie wiem kiedy zasypiam.
Imbryk z kawy zapachem
kołysze się na gazie
gotowy snuć ciche
jesienne opowieści o przeszłości
Przywołuje jednym gestem
spadające kasztany
minionego babiego lata
i barwnych bukietów liści
co niosły ze sobą
nutę ciepłej nostalgii
Czerwone jabłka, soczyste maliny
które dodawały smaku
niebiańskim letnim pocałunkom
gdy sierpień cierpliwie uczył świerszczy
romantycznych ballad
Płyną nuty pieśni
pisanej czereśni kolorem
majowym bzów szeptaniem
pochylaniem się róż
i tańcem najzwyklejszych maków
Wspomnień czary rozwiane lekko
w uśmiechającym się słońcu
Muskając szczebiotliwie wiosny
gdy ptaki zakładają gniazda
ciesząc się z lotów miłosnych....
Budzenie się do życia serc
uchylone okno namiętności i raju
Pierwiosnki z jutrzenką dnia
przecierające szeroko oczy...
Pora już wypić kawę
i zasiąść w bujanym fotelu
może sen przeniesie choć na chwilę
w radość tamtych cudownych chwil...
brzdęk..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz