2 listopada 2011
Nie wiem czemu ale los padł na mnie i dziś musiałem mieć zmianę za chorego kolegę. Dnióweczka. Dlatego jakoś niechętnie zwlokłem się z łóżeczka i podreptałem na autobus.
Czas w pracy płynął bardzo powoli i niemrawo. Można rzec ze umęczył mnie bardziej niż normalny dzień. Dłużyło się choć kierownik zaszczycił nas swoja obecnością i marudzeniem.
Na szczęście nie było zbyt większych awarii i zamieszania.
Do domu wróciłem spokojnie bez większych korków. Akurat była jeszcze u nas siostra i "męczyła " mnie łażeniem po naszej klasie żeby zobaczyć kto tam co jej napisał.
Po obiadokolacji posiedziałem chwilkę przed telewizorkiem a potem poszedłem spać..
PS. Dziś w dzień zadusznych nie miałem kiedy iść na cmentarz, cóż pozostało spędzić chwile zadumy i modlitwy w wolnej chwili....
Zapachniało milczącymi kwiatami
chociaż mamy pożną jesień
kolorowo zrobiło się pośród szarych liści
gwar przepełnił ukołysana ciszę...
Kroki wspomnień i tęsknoty
wypełniły alejki szukając swych bliskich
Dzień wizyty, spowiedzi i wyznań
i czytania zmurszałych kartek czasu
Pamięć otwiera zardzewiałe okna nieba
upraszając wieczne szczęście
i możliwość pomocy nam maluczkim
tym co zostali tutaj bez opieki
Dym modlitwy chowa się delikatnie
w płomieniu zamyślonych zniczy
Nasi przygotowują nam tam posłanie
i tam zapalają światło w oknach
czekając na nasze przybycie...
brzdęk..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz