sobota, 17 lutego 2018

w drogę... 2012.12.9

9 grudnia 2012
Wstałem o 3.10 bo wszystkie alarmy zaczęły grac ze hej -i dobrze bo dzięki temu mogłem otworzyć oczka.  Ciężko było wygrzebać sie z łozka ale sie udało.
szybko zrobiłem herbatę do termosu kanapki na droge i biegusiem na tramwaj nocny ... i na dworzec.
Zdarzyłem na pociąga ze miałem miejscówkę to mogłem spokojnie zasiadasz w fotelu...
Podróż przebiegała pomyślnie. W większości przysypiałem, na dodatek lekko się przeziębiłem.Po za tym w przedziale było ciutek niedomknięte okno które przez noc przymarzło.
i przez maleńka szparę wiało mrozem.
Dotarłem koło 16.30 na miejsce  i mogłem spokojnie Wieczorkiem oglądaliśmy filmy na komputerze...

Wzlatują myśli tęskniące 
pod błękit nieba
rysując na nim
wspomnienie zakochanej wiosny

zima przykrywa białą kołdrą
listy do marzeń
może wykiełkują lekko 
z początkiem marca

Brakło atramentu 
na dokończenie wiersza
gdy ten budził
miłość do porannej kawy

Zmęczone oczy bezsenną nocą
nie wiedzą gdzie szukać
wybrzeża nadziei...
Nie chce się wychodzić z domu 
                          w ten mróz...

brzdęk...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz