8 grudnia 2012
Wracam z pracy do domku tylko po to żeby zrzucić plecak i inne rzeczy. Wychodzę do Tadka ibo znowu podziało sie coś z piecem. okazuje sie ze jest uszkodzona grzałka. Naprawiam jak sie da i zmywam sie do domku. Po powrocie pakuje torbę bo jutro wyjeżdżam do Lęborka. Później udaje mi sie zdrzemnąć na chwile. Po 16-stej wychodzę i jade na imprezę zakładowa.Lokal: Restauracja Galicyjska Bawimy sie do jakiejś 23. Oczywiście w tym czasie zajadam sie pysznościami i innymi frykasami takimi jak barszczyk czerwony z uszkami , dorsz smażony z pieczonymi ziemniaczkami.na deserek lody pieczone jabłuszko itd... Superek..Po powrocie do domu padam na nos i kładę sie spac ale na chwile bo muszę wstać o 3.00 zeby zdążyć na pociąg.
Za moimi plecami
stoi sen zmeczony
rysowany koszmarem niespełnionych tesknot
i obawa o zatracenie swiata
na pieciolini nuty
wyrwanej ze wspomnień
piszą sie dzwieki wiary w zycie
i sens prawdziwej miłości...
Kolejna kotwica rzucona w morze
próbuje utrzymać mnie
w dobrym miejscu
bez obaw, że zniesie w złym kierunku
Na skrzyżowaniu wyboru dróg
dziś nie ma już drogowskazów
Stoja tylko reklamy rozległych hipermarketów
i banków co dają kredyt na wszystko...
Zwyczajny dzień kusi niewiadomą
tłum idzie prosto za zyskami
zapatrzony w swe korzenie i status społeczny
Wartości duszy przestają sie opłacać...
brzdęk...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz