niedziela, 4 lutego 2018

w drogę 2011.11.29

29 listopada 2011
Po nocnym dyżuru prędziutko udaję się na dworzec. Około 8 mam pociąg do Lęborka.
Pojadę odpocznę bo juz mnie głowa boli od codzienności.
Zmienię klimat, towarzystwo i będzie dobrze.
Pociąg na szczęście punktualny, podróż  spokojnie upływała.Siedziałem sobie samotnie w przedziale.
Dopiero w Warszawie  dosiadł się do mnie jeden młodzieniec student  bo okazywał legitymacje konduktorowi.
Jechał do Tczewa a potem w przedziale znów  jechałem sam.  Tylko ten czas się dłużył okropnie, a na dodatek nie było "warsu".
Znajomi odebrali mnie na peronie , o 22  zajadałem kolacje i myślałem o tym by się dobrze wyspać...


          Za oknem z marzeniami cisza
          narzucona  embargiem
          na dostawę surowca
          bo tu trzeba pracować
          a nie fruwać pod obłokami

                    Za zakrętem drogi jutra
                    śpieszy się listonosz roznosząc rachunki
                    za odrobinę luksusu
                    prąd, woda, oddychanie
                   
          Nie ma czasu by pomyśleć
          o kolejnych urodzinach
          złapać wspomnienia za ogon
          i uśmiechnąć się lekko

                    Codzienność buduje kolejny zamek
                    z naszych trosk i zmęczeń
                    na pochwałę cywilizacji
                    i pędu za doskonałością

          Po co to wszystko
          Czy musimy gonić za pieniądzem
          by dotknąć  skraju nieba
          Czy warto sprzedać za to
          resztkę marzeń?

brzdęk.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz