29 listopada 2011
Po nocnym dyżuru prędziutko udaję się na dworzec. Około 8 mam pociąg do Lęborka.
Pojadę odpocznę bo juz mnie głowa boli od codzienności.
Zmienię klimat, towarzystwo i będzie dobrze.
Pociąg na szczęście punktualny, podróż spokojnie upływała.Siedziałem sobie samotnie w przedziale.
Dopiero w Warszawie dosiadł się do mnie jeden młodzieniec student bo okazywał legitymacje konduktorowi.
Jechał do Tczewa a potem w przedziale znów jechałem sam. Tylko ten czas się dłużył okropnie, a na dodatek nie było "warsu".
Znajomi odebrali mnie na peronie , o 22 zajadałem kolacje i myślałem o tym by się dobrze wyspać...
Za oknem z marzeniami cisza
narzucona embargiem
na dostawę surowca
bo tu trzeba pracować
a nie fruwać pod obłokami
Za zakrętem drogi jutra
śpieszy się listonosz roznosząc rachunki
za odrobinę luksusu
prąd, woda, oddychanie
Nie ma czasu by pomyśleć
o kolejnych urodzinach
złapać wspomnienia za ogon
i uśmiechnąć się lekko
Codzienność buduje kolejny zamek
z naszych trosk i zmęczeń
na pochwałę cywilizacji
i pędu za doskonałością
Po co to wszystko
Czy musimy gonić za pieniądzem
by dotknąć skraju nieba
Czy warto sprzedać za to
resztkę marzeń?
brzdęk.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz