sobota, 10 lutego 2018

w drodze... 2012.09 ,27

27 września 2012
Budzę się rano a potem  zabieram się za przygotowanie jedzenia. Ruszam na dworzec i o 9 mam pociąg. Jedzenie jest bardzo ważne bo jakoś wytrzymać muszę te 13 godzin jazdy pociągiem. Na szczęście mam miejscówkę wiec siedzę spokojnie . Całą drogę ktoś jednak w przedziale jest   bo wsiadają i wysiadają różni podróżni.
 Gdzieś za Warszawą wsiadają 4 panie i tu zaczyna się mała jazda, normalnie idzie paść.  Jedna twierdzi że jej duszno   i prosi o otwarcie okna  za chwile druga mówi że jej wieje... i prosi o zamkniecie. Po  15 minutach zabawa sie powtarza. A ja otwieram i zamykam okno...
W końcu ta od przewiewów stwierdza ze nie wolno otwierać okna w czasie jazdy (choć tylko była maleńka szczelina) i zamyka okno wielce obrażona.
Ja już nic nie mowie. Normalnie nie wiadomo komu dogodzić - najlepiej już się nie mieszać.
Dobrze ze  wysiadają koło Tczewa.
Dojeżdżam na miejsce bez większego zamieszania. Znajomi odbierają  mnie z dworca i mogę spokojnie oddać się wieczornym rozmowom , posiłkowi i isc spać...

Kolorowe światła  tańczą wokół Ciebie
porywając w rytm muzyki
 Twoje zmartwienia i smutki
szastając nieustannie domyśli
"zapomnij o wszystkim"

Tłum podskakuje
naśladując tańczące nuty
zrzucając z siebie ciężar serca
Dyskoteka gra i krzyczy
w tępię zwieńczonym szaleństwem

Kęsy alkoholu ocierają z czoła pot
rozwiązują więzy przyzwoitości
krusząc kopie zapracowanego człowieka
zakazując ciągłego myślenia

Biały świt rozwiązuje czas
i nawet nie czuć zmęczenia
Może jutro zabolą mięśnie i głowa
Ale warto było choć na chwilę
zachłysnąć sie wolnością.....

brzdęk..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz