13 lipca 2012
Mam wolne i się nim ciesze leżę trochę dłużnej rano, potem spaceruje sobie wzdłuż kanału giżyckiego (przedtem nazywanym Kanałem Łuczyńskim) po obiedzie jedziemy do na jeziorko Piotrek z Marcinem łowią ryby a ja idę na spacer do lasu.Z łowów nici i na kolacje jemy kanapki...
Za kurtyna szarej nocy
chowa się bury wstyd
beznadziejnego życia
Czyjeś łzy zraszają łąkę
wierząc że na niej
wyrośnie choć jedna czterolistna koniczyna
zapewniając maleńkie szczęście
W zapadniętej norze
zwanej dumnie meliną
chrapie zachlany pan i władca
który ma głęboko gdzieś
wybiedzone potomstwo
Cenniejsze od ich życia
jest piwo w lodówce
i zadowolone buraczane twarze kolesi
Brudne wyobijane dzieciaki
szukają sposobu na przeżycie
samowolnie stając się ateistami
bo który dobry Bóg
pozwala na taką beznadziejność
A na sąsiednich ulicach
życie toczy się dalej
Politycy z uśmiechem ogłaszają sukcesy
grubasy żreją hamburgery
opowiadając dowcipy
dzieci radośnie biegające szkoły
ksiądz z tacką zbiera na organy
i nowe ławki do kościoła...
Gdzieś świeci słońce
a gdzieś pada deszcz
noc śpi ze zmęczenia
łzy zaschły w oczach
kolejna nadzieja odeszła ze świtem
głodna, zziębnięta zasnęła pod płotem.....
brzdęk...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz