11 sierpnia 2012
Jakos tak nic mi się nie chce. Wstaje około 9.00 troszkę ogarniam pokój potem idziemy na śniadanko
Popołudniu przychodzi Irek z Magda i Patrykiem.
Zajadamy się ciastem, popijamy drineczki i rozmawiamy o różnych sprawach.
Gram tez z Patrykiem w jakąś rajdowa grę.
Za lotem białych mew
tęsknią Twoje marzenia
wspominając ślady stóp
na piaszczystej plaży
Krzyk codzienności
płoszy wszelkie śpiewy skowronka
Do kawy krwawe wiadomości
podają poranne gazety
Szczere oddechy serca
zagłusza monotonia życia
złe naoliwione tryby pracy
bieda i wymogi unijne
Ludzie nie mają kiedy
spowiadać się ze swoich niedoskonałości
Ciszę nazwano zastojem postępu
i urzędowo ja zakazano
Człowiek dusi się w klatce
pełnej sztucznego jedzenia
ma jeść pracować
mówić niewiele i zarabiać pieniądze...
Wyśmiewając to co święte
pozwolono zejść światu na psy
Ludzie sprzedali dusze
za chwile luksusu i pozornego szczęścia
brzdęk...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz