Wstałem spokojnie i bezstresowo. Zabrałem się za wypakowywanie torby podróżnej. Nastawiłem pranie i poszedłem na zakupy. Koło południa pojechałem do pracowni żeby zobaczyć co tam stało się z piecem Niestety nie dało się nic zrobić bo trzeba będzie wymienić całą grzałkę.
Czyli potrzeba zakupić drut kanthal i nawinąć grzałkę od nowa. Drogi on jest z pewnością ale innej metody nie ma. Nie da się stale drutować. o 20 zsiadłem za sterami radio żeby się lekko odstresować , a po za tym stęskniłem sie za słuchaczami. Grałem miło dwie godzinki.
W kałużach deszczu śpi szary smutek
kołysany pojedynczymi dźwiękami pianina
preludium jesiennej słoty
otwiera drzwi melancholii
Myśli owiane wspomnieniami
błądzą w westchnieniach serca
coraz więcej żółci dookoła
rysuje się lekko droga przemijania
Szuka słów duszy lament
Narzekając na utracone szanse sukcesu
lekko odzywa się reumatyzm w kościach
budząc kolejne chwile bez uśmiechu
Korowód myśli plącze cicho
o potrzebach zachowania ciepła
trzeba udać się po receptę
na zziębnięte długie wieczory
Kolejny wiersz utknął w pół drogi
napisany bez wiary w cuda
w kałuży widzę przemokniętą twarz
w oczekiwaniu na kolejna wiosnę...
brzdęk....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz