Wstaje nieśmiało do pracy choć tak naprawdę mógłbym spać jeszcze długo. Ale jak się to mówi - pracować trzeba.
Na szczęście tutaj nie ma wariactwa tylko trzeba robić co do mnie należy.
Po zakończeniu pracy wracam do domku, by szybciutko bo o 20 zacząć grać na radio audycje. Miło spędzony wieczór gram spełniając zapotrzebowania słuchaczy.
W dzielnicy rykoszetu systemu
w zapomnianych domach patologii
szwendają się bezradne myśli
niechcianych dzieci ulicy
Same szukają sobie chleba
bo rodzice ślepną już od alkoholu
nie widząc nic prócz swych zapotrzebowań
Swiat turla się we własnym brudzie
Kultura na wysokich obcasach
dumnie omija krzywe place życia
by nie pogubić swego spojrzenia
i nie zarazić się biedą i szaleństwem
Zagubiony świat beznadziejności
nie liczy na zbyt duże szczęście
już przyzwyczaił się że ma pod górę
oby tylko częściej świeciło słońce...
brzdęk.....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz