4 października 2011
budzenie jeszcze przed świtem, przygotowania do podróży i na dworzec... Pociąg do Krakowa rusza planowo 4:32 A ja siedzę sam w przedziale.
Przysypiam troszeczkę. Czas najpierw leci dość szybko, pewnie dlatego że śpię, może właśnie nie czuje jak on płynie. Tak do jakiejś 10 potem zaczyna ludzi przybywać a ja zabieram się zapisanie, albo tez jedzenie kanapek.
Koło Poznania wsiada do przedziału murzynek,jedzie do Bielska Białej z przesiadką w Katowicach. Stara się ze mną rozmawiać,ale ja po angielsku nie wiele rozumiem a tym bardziej nie mówię. Kiedy się okazuje że pociąg ma opóźnienie 30 minut. Idę do konduktora zgłosić mu że ów pasażer ma przesiadkę w Katowicach i nie wiadomo czy zdąży na tamten pociąg
Konduktor przychodzi do przedziału i tłumaczy mu że zadzwoni żeby tamten pociąg poczekał. Ale niestety nic z tego nie wychodzi bo pociąg najprawdopodobniej odjeżdża i mijamy go po drodze... ECh... nie zbyt świadczy to o naszych kolejach
Żal mi trochę tego obcokrajowca ,ale co zrobić...
Do Krakowa Płaszowa docieram prawie z godzinnym opóźnieniem. na szczęście szybko łapię tramwaj i docieram do domku...
Wzlatują pod strzechy nieba
moje ciche marzenia
które do tej pory
stały potulnie w kolejce
czekając na wysłuchanie
Kiedyś były bardzo ważne
teraz już za późno na spełnienie
zmieniły się tez potrzeby
i wartości mojego myślenia
Zdrowia i rozsadko
dachu nad głowa i spokojnych nocy
mieć co zjeść i na grzbiet włożyć
i miłości choć kawałek mieć przy sobie
Niestety tam na górze
nikt nie czyta moich myśli
co jakiś czas zsyłając tylko na mnie
deszczu łzy bezradności
Zatem nie pozostaje nic innego
tylko wyciągnąć siatkę na motyle
biegać po ścieżkach codzienności
licząc że coś dobrego samo wpadnie w dłonie....
brzdęk...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz