21 grudnia 2011
drrrrrrrrrrr budzik bezlitośnie zbudził mnie rano żebym nie zapomniał iść do pracy.
Już mi się nie chce ale idę czuje że mnie rozkłada na dobre ale co zrobić iść trzeba.
Czas mija pomału i sie wlecze, a ja unikam przeciagów i zimna. Dniówka jakoś przelatuje, myśle tylko o ciepłym łóżeczku
Na błękitnej czereśni
usiadł wróbel zóty
i pieśń śpiewa niezwykłą
o zielonym słońcu
Nadzieja zamieszkała
wśród fioletowych maków
po bakaliowym jeziorze
pływają czerwone łabędzie
złocą się konwalie, rumienią słoneczniki
pomarańczowe niebo błyszczy się dobrocią
Życie tańczy z waniliowym wiatrem
malinowy deszcz przeglada się w tęczy
Nic w tym dziwnego
bomiłość widzi wszystkow niesamowitych kolorach
brzdęk
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz