czwartek, 1 lutego 2018

sobota w pracy 2011.09.24

24 września.2011
Czas mija bardzo pieknie , ale nie wtedy gdy budzik  woła człowieka już o 5.30 żeby  wstawać do pracy. No cóż a ja na to go bach... i dalej drzemie ..... A wszystko przez paskudne sny co mnie w nocy nawiedziły...
I nagle  6.20! Rany kasza,  szybkie budzenie i natychmiast do pracy. Fakt zaspałem!   Biegnę na oślep na przystanek, dobrze że bus nadjechał dość szybko i dzięki tamu przyjechałem prawie o czasie  Wariactwo, nawet dobrze nie wziąłem czegoś do jedzenie.  Na szczęście "obiadodajnia" jest niedaleko więc mogłem się posilić.  O dziwo dziś nie było kierownika... święto jakieś czy coś?
Zatem dzień minął w miarę spokojnie.  Po powrocie do domku  zrobiłem sobie coś do jedzenia i zapatrzyłem się w telewizor...

      Patrz jak lekko nasz zegar szepcze
      przesuwając się do jesieni
      coraz więcej liści żółknie
      szalik plecie babie lato

            W koszach leża słodkie jabłka
            grzybki schną  z zapachem lasu
            świerszcz pakuje swoje skrzypce
            wiewiórka liczy żołędzie w spiżarni

      Jesień złoci ścieżki w parku
      romantyzmem ścieli łoże
      ptaki odlatują z naszym krajobrazem
      by opalać się za morzami...

            A my tańczmy w barwach piękna
            miłosnego walczyka przestworzy
            zaczerpnijmy tej radości zycia
            na długie zimowe wieczory

      Przyda się  sok malinowy
      jabłecznik i ciasto z orzechami
      zapachnie barszczyk z grzybami
      przywołując letnie rozpalone usta....


brzdęk...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz