16 grudnia 2011
I znowu idę do pracy żeby zapełnić zmianę chorego kolegi. Nic mi sie nie chce ale wstać trzeba. Potem spędzam 12 godzin w pracy ale mówi się trudno jakoś to przeżyje.
Po pracy wracam do domu lekko padnięty , ale już nic mi sie nie chce.. więc szybko kładę się spać.
Na błękitnej linie
zawieszonej pomiędzy przeszłością
a tym co nadejdzie
kołysze się mój czas
praca codzienna i myśli ulotne
wstawanie i zasypianie
dobre wykorzystanie czasu i odpoczynku
i ganianie za rozwiązaniem problemów
Przy blasku słońca
liczę na łut szczęścia i dobra pogodę
Przy gwiazdach chce zasypiać
łapiąc marzenia za stopy i łyk odpoczynku
Huśtawka nastrojów
zrywa kartki z kalendarza
w pamiętniku zapisując
wzloty i upadki na listę strat
Miłość przechodzi obok
jak i reszta wygranych losowych
czasem tylko na chwile
usiądę na malinowa herbatę
Pociąg turkocze po szynach
gnając myśli przed siebie
Nie ważne jak daleko dojdę po linie
i kiedy nadejdzie czas rozliczeń
brzdęk..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz