Wstawać się nie chce ale trzeba bo o 4.40 mam pociąg do domu. Za każdym razem jadę innym pociągami tym razem jadę przez Poznań, Wrocław Katowice.
Zajmuje to sporo czasu tak ze ląduje w domu po jakiś 15 godzinach.
Padam i na nic nie mam ochoty.
Błądzą myśli po dębowym moście
pomiędzy jawa a snem
słychać stukające obcasy
odchodzących marzeń
Melancholia skrzypi w kościach
wiatr zrywa pożółkłe liście
z zaczarowanego ogrodu
zmieniając go w pustynie zmęczenia
drżą lekko z pierwszy przymrozkiem
ulatniają się zapachy wierszy
wiara gubi swe kolory szczęścia
byle dotrwać do poranka który zmieni spojrzenie
brzdęk
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz