czwartek, 1 lutego 2018

ot taki sobie dzionek... 2011.09.07

7 września 2011
Po nocnym dyżurze  chwila na odespanie utraconej nocy. Potem jadę do znajomej zobaczyć jak wygląda piec, który podobno się rozsypał.
. Okazuje się ze tak tez jest w istocie. popękały cegiełki szamotowe i połowa ściany się rozsypała.  nie obejdzie się bez kupna zaprawy szamotowej. Dlatego remoncik tego pieca zostawię na inny termin jak  szefowa kupi te zaprawę.
Potem jadę na małą imprezkę do znajomej i posiedzenie w miłym gronie. Kiedy wracam do domu myślę tylko o tym by położyć się spać..

       Przez szybę witryny cukierni
       patrzysz na panowanie jutra
       uśmiechając się do czekających na Ciebie
       smacznych kąsków sukcesu

              Wierzysz w zielone szczęście
              które jest dla Ciebie na każdym skrzyżowaniu
              gdzie mało znaczący ludzie 
              ustępują Ci pierwszeństwa

       Czujesz że właśnie tak musi być
       że skowronki śpiewają nad Twoją głowa
       A zwyczajni mają pospolitą krew
       i muszą kłaniać Ci się na dzień dobry w pas

       Może nawet tęcza wschodzi dla Ciebie 
       błyszcząc się kolorami i pachnąc migdałowo
       a polana czekoladową polewą
       nadaje się do jedzenia

              Lecz za prawdziwym murem rzeczywistości
              pozornie mali ludzie
              plują na Twój portret oprawiony w pychę
              licząc na Twój spektakularny upadek

       Prędzej czy później czas podetnie Ci skrzydła
       pozostawiając po Tobie rozrzucone pióra
       Może jak gangrena zje Cie samotność
       gdy substytuty przyjaźni odejdą wraz ze sławą...

              Wtedy tykanie zegara
              zacznie napawać Cię niepewnością
              Będziesz szukać słów modlitwy....
              A może jeszcze jest czas by przejść na dietę?

brzdęk...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz