piątek, 2 lutego 2018

niedzielnie... 2011.11.13

13 listopada 2011
Nie chcę mi się nic, ale dziś mam wolne. Nareszcie mam małą kumulacje  wolnych dni.  Poleżałem sobie dłużej bo nikt nie zrywał mnie do pracy Potem obiadek a po nim udałem si ę do Małgośki (Kotkowej) ot tak na pogaduchy.
Powitały mnie oba kotki Milka i Szprocia,  jakoś tak jest że one na jesień sa bardziej przyjazne i można je spokojnie pogłaskać . Pewnie dlatego że nie szwendają się  po ogrodzie do późnej nocy. Pogadaliśmy z Gośka o różnych naszych znajomych i  o tym jak teraz mamy w pracy.  Oczywiście popijaliśmy  browarka   umilając sobie czas.
Po powrocie do domu  pooglądałem jeszcze telewizje i posiedziałem przed komputerem..


         Zatrzymać czas na tarczy własnego serca
         tak by wskazówki pokazywały
         tylko radosne jego bicie
         bez mieszania w kotle samotności

                  Stanąć na skraju przepaści
                  i wrzucić w dół zatrute słowa
                  zmęczenie i niechęć do życia
                  obłudę i fałsz spacerujące po świecie

         Rozłupać człowieka na pół 
         i wyciągnąć z niego te koślawe rzeczy
         pogoń za egoizmem i chciwość
          wyprostować prawdę i postrzeganie świata...

                  Posypały się w niebo
                   marzenia podstarzałej nadziei...
                  Nikt jednak ich nie wysłuchał
                  bo przypominały odgłosy zagubionej depresji
                  i nie nadawały się 
                   do pędzącego donikąd świata...

brzdęk...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz