23 październik 2011
Nie ma to jak niedziela dla kogoś kto mógł spędzić noc w swoim łóżeczko , ja niestety wróciłem prosto z pracy wiec udałem się szybko na spoczynek.
Po jakiś 3 godzinkach snu mogłem spokojnie zjeść śniadanie. Potem mogłem spokojnie odpoczywać . Chciałem najpierw zrobić mały spacer ale wybiłem sobie go z głowy bo nie chce się bardziej rozłożyć chorobowo a ciepło na zewnątrz nie jest. Wole własne pielesze i odpoczywanie w domu.
Oglądałem "Królestwo zaginionej czaszki a potem popielęgnowałem wirtualna farmę. Bratu zepsuł się komputer i trzeba było coś wymyślić. Okazało się ze popsuł się wyłącznik startowy. Zastąpiłem go innym wyłącznikiem nie z komputera a z suszareczki (troszke trzeba było przerobić obudowę) ale najważniejsze ze działa.
Niestety wolna niedziela nie trwała zbyt długo bo musiałem iść na noc do pracy...
Wczorajszy sen o wolności
popijam winem ze zgniłych jabłek
Nic się niestety nie zmieni
w codziennej mojej przestrzeni
Trzeba będzie przygryzać wargi
idąc pod górę do pracy
Zamiast szybować pod niebem jak ptaki
i wiedzieć że przestworza nie maja granic
Społeczeństwo będzie wyznaczało moją drogę
regulując tępo ciśnienia
w sklepowych kolejkach
w autobusach, w telewizji i strzępkach gazet
Strach przed tym co moze przynieść jutro
puste kieszenie zjedzone przez podwyżki
szaleństwa ślepych polityków
i bezradnie rozłożone ręce....
Ciągle się spieszy czas
choć mój cień już dyszy za plecami
moje marzenia umierają młodo
z braku perspektyw na ich spełnienie...
Jedynie cisza rozumie moją pustkę
i tykanie zegara nie przeszkadza jej zbytnio
Kolejny liść wiatr kradnie z drzewa..
czyjś knot dopala się na dnie świeczki....
brzdęk..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz