czwartek, 1 lutego 2018

koniec sierpnia... 2011.08.31

31 sierpnia 2011
Sam nie wiem jak mam leżeć i co robić. Teraz już wiem co mnie spotkało. To jest tak zwana grypa "dwódniowa" Przez dwa dni sa sensacje żołądkowe. Dziś tez czeka mnie ścisła dieta, czyli ryż  i nic więcej. Rano zjadłem jakiś kleik z ryżu, na obiad i na kolacje to samo. Szczerze mówiąc czuje się słaby ale przynajmniej żołądek nie robi szaleństw. Ech za oknem ciepły dzień a ja nie wychodzę z łózka.Tylko co jakiś czas  mierzę temperaturę, bo czuje jak skacze. Ogólnie dzień jakiś taki... Tak czy inaczej dziękuje zmiennikowi że wziął mój dyżur dziś  bo w pracy bym padł albo musiałbym iść do lekarza...

          Patrzę w Twoje oczy miła
          jak wysycha woda w jeziorze
          w którym pływają złote rybki
          i marzenia w różowych kąpielówkach


                    Nie widzę juz tam dzikich ptaków
                    śpiewających o szczęściu
                    Nie ma tez kolorowej  tęczy
                    co liczy srebrny deszcz


          Co się dzieje krajobrazie mych myśli?
          co sprawia ze więdną kwiaty nadziei?
           gdzie pędzisz mój aniele
          czemu gaśnie blask gwiazd?


                    Tryby codzienności łamią plany nadziei
                    wymagania świata przekreślają wiarę w cuda
                    kolejne problemy żłobią zmarszczek rowy
                    sprawiają że wyrastają nowe wzgórza...

          Nie smuć się moja miła
          i nie maluj czarnych chmur  w raju
          daj mi swe serce i chodź
          razem łatwiej chodzi sie po górach

                    Podzielimy troski  na pół
                    by w plecakach  nie było zbyt cięzko
                    namalujemy słońce nadziei
                    a na szczytach znajdziemy stokrotki...
         

brzdęk...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz