Ot dzień lekko zwariowany bo trzeba raniutko wstać do pracy . Potem spędzić tu 12 godzin i męczyć sie wykonując swe obowiązki. Na dodatek cos mnie łamie w plecach. moze to grypsko chce mnie zjeść kto to wie... Tak czy inaczej czas w pracy minął normalnie . Po powrocie do domku mogłem zająć sie zjedzeniem kolacji a potem udac się do spania.
Za zapachem osamotnionych kasztanów
stoisz zamyślona w kolejce po nadzieje
Niepewna jutra bezradnie rozkładasz ręce
z pustymi siatkami na zakupy...
Sklepy załadowane są uśmiechniętymi rzeczami
które wodza na pokuszenie
szczególnie wtedy gdy pusto
masz w portfelu i duszy
Zegar krzywo odmierza czas
raniąc Twoje myśli i kalecząc marzenia
boisz się patrzeć w lustro
by nie przerazić się przyszłości...
Za rogiem czai się jutro
ze znakami zapytania zamiast porannej kawy
masz juz dość dźwigania pod górę
najchętniej skończyłabyś pisać życiorys...
Mówisz że Bóg zamiast słuchać lamentu ludzi
czyta tylko codzienne gazety...
i nie dostrzega prawdziwych smutków
Ale czy na pewno?
Może on patrzy zupełnie inaczej...
Nie liczy pieniędzy i potrzeb świata...
Zamiast czasu kroczy miłość
i wiara ze człowiek jeszcze wszystkiego nie stracił...
brzdek...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz