poniedziałek, 5 lutego 2018

finisz... 2011.12.18

18 grudnia 2011
Tym razem cała niedziela jest pracowita, bo  mam dniówkę  za kolegę który ma dzisiaj jakąś uroczystość rodzinną i prosił mnie bym wziął jego zmianę.
W zamian on odrobi mi to kiedyś kiedy  będę potrzebował, a to już niebawem trafi się taka okazja.
Czas mijał jakoś  ciężko, w połowie dnia jednak wyskoczyłem na obiad . Dzis podawali rosołek z makaronem, a na drugie  kotlet po zbójnicku z ziemniakami i surówką.
Strasznie dłużyły mi się te godziny... Oj byle do rana...

Biegnie ścieżką pod górę
życie co już nie ma sił
Zagubione słowa czytają  księgę wstecz
przywracając pamięci ulotne chwile

W zamyśleniu turkotu kół
odlicza czas przysięgły sędzia losu
Choć sam stoisz jako oskarżyciel posiłkowy
by narzekać na zbyt opryskliwy  byt

Żądasz odszkodowania za stracone chwile
za prace co pot i zmęczenie
zamieniła na nic nie warty pył
i kilka kartek wyrwanych z życiorysu

Krytykujesz że było mało miłości
co pozwoliłaby kolorowo żyć
że trzeba było wychowywać dzieci
że alkoholu mogło się mniej pić...

Wszystkiemu winny jest los
co tak zapisał partyturę
a nie człowiek 
który tylko musiał grać...

Wyrok zapadnie ten sam
los zostanie uniewinniony z braku dowodów
A Ty poniesiesz opłaty sądowe
Masz żyć jak los podryguje koncert
aż po ostatnią nutę

brzdęk..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz