18 grudnia 2011
Tym razem cała niedziela jest pracowita, bo mam dniówkę za kolegę który ma dzisiaj jakąś uroczystość rodzinną i prosił mnie bym wziął jego zmianę.
W zamian on odrobi mi to kiedyś kiedy będę potrzebował, a to już niebawem trafi się taka okazja.
Czas mijał jakoś ciężko, w połowie dnia jednak wyskoczyłem na obiad . Dzis podawali rosołek z makaronem, a na drugie kotlet po zbójnicku z ziemniakami i surówką.
Strasznie dłużyły mi się te godziny... Oj byle do rana...
Biegnie ścieżką pod górę
życie co już nie ma sił
Zagubione słowa czytają księgę wstecz
przywracając pamięci ulotne chwile
W zamyśleniu turkotu kół
odlicza czas przysięgły sędzia losu
Choć sam stoisz jako oskarżyciel posiłkowy
by narzekać na zbyt opryskliwy byt
Żądasz odszkodowania za stracone chwile
za prace co pot i zmęczenie
zamieniła na nic nie warty pył
i kilka kartek wyrwanych z życiorysu
Krytykujesz że było mało miłości
co pozwoliłaby kolorowo żyć
że trzeba było wychowywać dzieci
że alkoholu mogło się mniej pić...
Wszystkiemu winny jest los
co tak zapisał partyturę
a nie człowiek
który tylko musiał grać...
Wyrok zapadnie ten sam
los zostanie uniewinniony z braku dowodów
A Ty poniesiesz opłaty sądowe
Masz żyć jak los podryguje koncert
aż po ostatnią nutę
brzdęk..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz