19 grudnia 2012
Wstaje rano choć naprawdę mi się nie chce. Ale co mam zrobić - trzeba przecież wziąć sie
za jakieś zarabianie pieniędzy. Znaczy się dziś dniówka. Czas płynie
pomału ale kroczkami do przodu. I tak mija mi te 12 godzin az mogę isc do
domu. Po powrocie z pracy padam i kład e sie spać...
Gdzieś
na końcu świata
garbaty
karzeł pilnuje
garnca
na końcu tęczy
pełnego
dobrej grochówki
Żołnierze
maszerują przez front
tęskniąc
za domowym żarciem
strzelają
na oślep przed siebie
i myślą
by jak najszybciej wracać
Śnieg
sypie biała nadzieją
wiatr
niesie pieśń świąteczna
Jak w
szarym bezsensie bitew
łamał
się opłatkiem i strzelać...
Legła w
gruzach nadzieja
sprzedana
za chwilę sukcesu
Miłość
tylko dla wybranych
kupiona
za garść cukierków
Czy
znajdzie się choć maleńka stajenka
w
której będzie odrobina spokoju
bez
walki o życie i pieniądze
tylko z
oknem na cicha noc....
brzdek...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz