czwartek, 1 lutego 2018

chrobliwy dzień.. 2011.09.29

29.wrzesień 2011
 Zdycham, sam nie wiem co mi jest... Boli mnie brzuch i nie czuje się najlepiej. Być może to jakiś wirus  w powietrzu . Leżę zatem cały dzień i nic nie robię tylko przewracam się z boku na bok.
Jeść też mi się nie chce,a po za tym boje się o ten żołądek.  W międzyczasie podsuszam grzybki w piekarniku,tak żebym cześć mógł zawieść do domku. Ewka ma elektryczny piekarnik z termoobiegiem, fajna sprawa, więc się suszą dobrze.
Ogólnie i tak dzień spędzony w łóżku. i cierpieniem swojej niedoli....  

       Turkoczą koła do przodu
       wiatr gnie niepokorne brzozy
       za oknem widoki zmieniają się co chwilę
       Myśli bezimiennej szukają pogody

              Czas biegnie razem ze mną
              tyle że on podróżuje na gapę
              Gnam swe owce spokoju na wypas
              swe gołębie uczyć latać...

       Jesień rozkłada sztalugi
       malując barwne pejzaże
       wolności szukam skrzydeł
       daleko od miejskich krzyków

              Zapachów lasów tajemnic
              z żółwim krokiem postępu
              to nic że pociąg się spóźnia
              niech wiezie mnie do źródeł....

       Mosty rzeki miasta
       migają za szyby łoskotem
       drzewa łąki górki
       jak bramy otwierają się życia

              By fal morskich wołania
              połączyć z wolnością ptaków
              szept zielonej nadziei
              niech skruszy mur lęku i fałszu

       Turkoczą koła do przodu
       gdzie brzozy i świerki czekają
       gdzie mewa usiądzie na chwile rozmowy
       a moje myśli odpoczną...

brzdęk...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz