28 września 2011
Leżenie brzuszkiem do góry ile się da. Potem wziąłem się za małą robótkę w łazience- docinanie pleksy.
Około 15 pojechałem razem z Heleną i jej córką Michliną na grzyby. Szczerze przyznam że na początku grzybobrania byłem lekko załamany. Ja zebrałem trzy grzybki zjedzone przez ślimaczki, a Helena miała już połowę koszyka grzybów!.
Same pięne okazy kozaczki któe miały 35 cm srednicy w kapeluszu! Do tego też miała śliczne podgrzybki. Ale potem i dla mnie los okazał się życzliwy i dałsporo grzybków. Efekt całe wiaderko grzybów, a w śród nich znalazł się też okazały kozaczek zkapeluszem ok 30 cm średnicy
Jestem uradowany jak dziecko!. Aw lesie byliśmy tylko 2 godzinki. Biorąc pod uwagę że nie znałem lasu i co chwile patrzyłem gdzie są moje towarzyszki to miałem dobre szczęście.
Po powrocie do domku zjadłem coś,a o 18 poszliśmy do Ewki siostry poświętować jej urodziny. Niestety po jakimś czasie zrobiło mi się niedobrze i musieliśmy wyjść. Było mi bardzo niedobrze i czułem się słaby. Ledwie dotarliśmy do domu. Zażyłem coś i położyłem się spać...
Ślepa uliczka wiedzie nas do nikąd
unikanie słów buduje kolejny mur
chowanie się za obowiązkami
nie zmieni niczego...
Nasz ogród porasnie chwastami
i słońce nie będzie zaglądać w nasze okna
zwiędną kolorowe kwiaty
i błoto zamieszka w sadzawce....
Nie możemy się kochć tylko listami
wiadomściami schowanymi w lodówce
by nie straciły swej ważności
ani pocałunkami z dna portfela
Czas zbliżyć swoje dłonie
i razem zacząć wyrywać niechciane chwasty
dzielić się biciem serca i szukaniem
wspólnie patrzeć jak rodza się pąki
Myć twarz w tej samej studni
uśmiechać się do naszego lustra
i nie bać się mówić i słuchać
by żyć sobą....
brzdęk
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz