4 pazdziernika2012
Nie ma leciutko troszkę lekko zawiewa ale pogoda utrzymuje się przyzwoita. Koło 18 jedziemy do Łeby gdzie robimy sobie małą imprezkę z Robertem i Heleną.
Robert serwuje smażonego dorsza, który nasiąknięty był aromatem cebuli ( leżał całą dobę owinięty pokrojona cebulą)
Potem smażona flądra. Jesteś uwielbiam smażone ryby! A to co nam zaserwował to normalna poezja.
Imprezka na łajbie okraszona też była alkoholem jak i również grzybkami i innymi przetworami ze spiżarki Helenki.
Było naprawdę sympatycznie i miło.
Cisza w mojej głowie
zepchnęła mnie do rowu wspomnień
choć szedłem przyzwoita droga
patrząc daleko przed siebie
Teraz siedzę na kamieniu
ze sterta pytań w mojej głowie
Czy ta droga którą idę jest doba
i co z tym co juz za mną ...
Blada brzoza pochylona
słucha mej spowiedzi życia
a ja wieszam na jej ramionach
moje żale, smutki i serca zgubienie
Chowam w nieznanej ziemi
łzy które podarował czas
i sekrety z którymi dusza
juz nie daje sobie rady
Nie chce mi się dalej isc
dobrze mi tak na skraju ciszy
Przewietrzone zwoje myśli
każą szukać nowego natchnienia
brzdęk...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz