poniedziałek, 29 stycznia 2018

W drogę... 2011.06.10

10 czerwiec 2011

Zaraz po nocnej zmianie udałemn się  do domeczk użeby dokończyć pakowanie i zrobić papu na drogę. Starałem się to załatwić w miarę szybko bo pociąg miałem z dworca głównego o 11.40 Na dworzec dotarłem busikiem . Pociągiem pojechałem do Warszawy, gdzie miałem przesiąść się na drugi   do Lęborka,.
Troszkę mi się drzemało ale nie mogłem zasnąć bo zbyt wiele ludzi jechało. W Warszawie Zachodniej przesiadka. Jestem jednak w małym szoku  czułem się tu przez chwilę niczym na jakimś placu targowym bo w przejciach podziemnych kwitnie handelek. Stoiska z kartonów a na nich spotnie klapkli gazety  ubrania i inne bibelotki. Natomiast  nie ma gdzie coś spokojnie zjeść a miałem około 40 min  czasu.
Po za tym zamieszanie tu jest niezłe z zapowiadaniem pociągu  częste zmiany peronów i zapowiedzi z poóżnieniem  typu: "pociąg stoi na 2 peronie", a on już odjeżdza,,,
Na szczęście moja przesiadka wypadła całkiem pomyślnie.
 Dużo dziś ludzi podróżuje bo przecież weekend i być może studenci wracają do domu.Choć nie tylko bo w pierwszym pociągu jechali jacyś "popaprańcy". Upojeni alkoholem wydzierali się bez sensu i dewastowali pociąg. W czasie jazdy wyciągali różne wtyczki, blokowali drzwi a nawet zepsuli kran w toalecie. Zgromadzili się w przejściu między wagonami i pijąc alkohol zachowywali się jak na pastwisku. Podobnież jechali na jakiś koncert ale przecież to nie powód żeby niszczyć wszystko dookoła. Nie wiem w jakim stanie dojadą na tą imprezę. Mój czas podróży strasznie się dłużył, koło osiemnastej skorzystałem z propozycji warsu i zjadłem podsmażane pierożki z mięsem. Do znajomych dotarłem około 23 godz. ciesząc się z powitania na dworcu, po przyjściu do domu dobra kolacja i rozmowy, a potem idziemy spać.

         Budzisz ze snu Swoje lęki
         serca dreszczem karmisz swe myśli
         wypatrujesz niedalekiej przyszłości
         swojego kataklizmu


                  Wznosisz hymny do Boga
                  udowadniając Mu że jesteś potrzebny światu
                  by nie otwierał jeszcze bram raju
                  bo czas Twój jeszcze nie nadszedł


         Motasz się we śnie krzycząc 
         wyszukując rzesze swych chorób
         Kolejny krok rodzi niewiadomą
         wietrzysz niezdrowy ślad oddechu


                  Lekarz też uwziął się na Ciebie 
                  wmawiając że Ci nic nie dolega
                  czemu nie wierzy nierównej pracy serca
                  mówiąc że to zwyczajne szaleństwo

         A może trzeba przestać myśleć
         i rodzić kolejne strofy fobii
         co ma być to będzie
         a Ty szeroko otwórz oczy i łap co daje Ci życie


brzdęk

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz