poniedziałek, 29 stycznia 2018

u Znajomych... 2011.04.28

 28 kwietnia 2011
Na miejsce dotarłem przyzwoicie  bez zbędnych opóźnień. Na dworcu czekał już na mnie  Bartek, który zaraz po dotarciu do domku zaserwował kawkę z mlekiem.
Chwila pogaduszek, a potem udałem się na spoczynek  odespać noc w podróży. Około południa wstałem, przebrałem się i zabrałem się za robótkę. Przecież nie będę siedział i patrzył dookoła, lepiej czymś się zająć.
Pogipsowałem parę dziurek na przedpokoju. Zabrałem się za wymianę gniazdka w łazience. nie obyło się bez bólu, bo odkleiła się jedna płytka ze ściany. Na szczęście udało mi się ją przykleić.
Byłem tak zadowolony z rezultatu że jeszcze wymieniłem jedną  uszkodzoną płytkę  w posadzce.Kiedy Ewa wróciła z pracy poszliśmy do Magdy i Irka by  spędzić miły wieczór przy piwku i paluszkach.

         Roześmiane oczy dziecka
         biegają ze swoim cieniem
         łapiąc kwiaty szczęścia
         które kwitną na każdym rogu ulicy

                  Pachną konwaliami  młodziutkie marzenia
                  pochylające się nad kamyczkami życia
                  karmią zwyczajne gołębie i wróble
                  i rozdają słońce dookoła

         ładują się akumulatory przechodniów
         bawiąc się z dziećmi w berka
         rozdając błękitne słodycze
         dobrotliwym szczęściem dłoni

                  Za zgniłym murem gorszego światu
                  ktoś sprzedał dziecięce szczęście
                  okradając małe serca z błękitu nieba
                  kładąc na ich ramiona ciężkie kłody życia

         Małe szkraby żebrzą po ulicach
         by ktoś mógł je bić w nałogu
         a przesolona zupa to jeden z pretekstów
         by obrzydzić życie

                  A pod tym samym niebem
                  inni z uśmiechem patrzą przed siebie
                  wierząc ze wszystko jest w porządku
                  bo taki jest porządek i koloryt świata....

brzdęk.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz