niedziela, 28 stycznia 2018

sobotnim pracy czasem.. 2011.02.12

12 luty 2011

Wstałem tak jak proponował mi zegarek ze swoim budzeniem. Nic mi sie nie chce, a już na pewno iść do pracy... -takie zdanie chodziło mi po głowie  gdy musiałem sie ubierać.
Na dodatek byłem lekko niewyspany więc  sen ciągle trzymał mnie za nos. Czas w pracy płynął bardzo pomału  a mi sie strasznie dłużyło.
Znalazłem wolna chwile i udałem się żeby coś małego zjeść. Na obiadek dziś  był wolny wybór - kupiłem sobie rosołek i kotlet po zbójnicku. Pycha taki kotlet to filecik z kurczaka  z nadzieniem a w nadzieniu pieczarki i ser żółty.
Po pracy wróciłem do domku lekko padnięty ale  chwilkę posiedziałem na internetowych stronach.

        Zawieja w duszy gra na mandolinie
        śpiewa w niej szalony wiatr
        co o struny sumienia
        ociera swój szept...

                Na dachu marzeń mruczy kot
                by ukołysać  je do snu
                 bo tam mogą się spełnić i rozkwitnąć
                roznosząc dookoła zapach pomarańczy...

        W sercu nadzieja pije tanie wino
        tracąc wiarę w kolejna miłość
        w dłoniach testament świeży tkwi
        by nigdy nie oglądać się do tyłu...

                W oddali słychać szczekanie psa
                i kroki odchodzącej ciszy
                Przed oczyma otwiera się nowa droga
                tylko nikt nie wie czy warto nią dalej iść...

        Zerwał  sie z gałęzi ptak
        wystraszony głośno uciekającym czasem.
        Kamień przydrożny przykrył wstyd
        Powiedz mi czemu płaczesz...?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz