Wstałem tak jak proponował mi zegarek ze swoim budzeniem. Nic mi sie nie chce, a już na pewno iść do pracy... -takie zdanie chodziło mi po głowie gdy musiałem sie ubierać.
Na dodatek byłem lekko niewyspany więc sen ciągle trzymał mnie za nos. Czas w pracy płynął bardzo pomału a mi sie strasznie dłużyło.
Znalazłem wolna chwile i udałem się żeby coś małego zjeść. Na obiadek dziś był wolny wybór - kupiłem sobie rosołek i kotlet po zbójnicku. Pycha taki kotlet to filecik z kurczaka z nadzieniem a w nadzieniu pieczarki i ser żółty.
Po pracy wróciłem do domku lekko padnięty ale chwilkę posiedziałem na internetowych stronach.
Zawieja w duszy gra na mandolinie
śpiewa w niej szalony wiatr
co o struny sumienia
ociera swój szept...
Na dachu marzeń mruczy kot
by ukołysać je do snu
bo tam mogą się spełnić i rozkwitnąć
roznosząc dookoła zapach pomarańczy...
W sercu nadzieja pije tanie wino
tracąc wiarę w kolejna miłość
w dłoniach testament świeży tkwi
by nigdy nie oglądać się do tyłu...
W oddali słychać szczekanie psa
i kroki odchodzącej ciszy
Przed oczyma otwiera się nowa droga
tylko nikt nie wie czy warto nią dalej iść...
Zerwał sie z gałęzi ptak
wystraszony głośno uciekającym czasem.
Kamień przydrożny przykrył wstyd
Powiedz mi czemu płaczesz...?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz