wtorek, 30 stycznia 2018

sobotnikowo 2011.07.02

 2 lipca 2011
Zegarek  nie dał mi szans i obudził mnie do pracy. Zabrałem sie szybko do spełniania obowiązków, choć nie bardzo mi się to chciało Deszczyk pokrapywał delikatnie co jakiś czas.
Dzis pracy ogrom bo rozpoczyna się czas wakacyjnych remontów i przeglądów. Zatem nie mogłem narzekać na nude.   W chwili przerwy zaliczyłem obiadek i tyle tego:)
Resztę czasu  spędziłem z podwiniętymi rękawami do pracy.
Po powrocie do domu czułem się padniety ale co mi tam przyjdzie czas urlopu to odpoczne.


         Życie stale wlecze się pod górę
         a los podrzuca kłody by patrzeć szyderczo
         jak człowiek się przewraca
         Wiesz to doskonale z autopsji...

                  Dom ledwo oddycha przez dziurawe okna
                  woda zimna leje sie z nieszczelnego kranu
                   rachunki za prad zjadaja kromki chleba
                  matka po kryjomu wyciera łzy ...

         Koledzy z klasy pija na zdrowie
         i niebieskie skrzydła wolności
         Nie wiesz czy być z nimi 
         czy szukać byle jakiej pracy...

                  Masz dylemat na co wydać parę złotych
                  za mało by się upić, za mało żeby żyć
                  a za dużo by dac księdzu na składkę
                  za mało by nosić w kieszeni...

         Jednego dnia cieszysdz się ze jesteś młody
         że wszystko przed Tobą idzie szeroką aleją
         kolejnego  czujesz jak się dusisz z braku wszystkiego
         czasu, pieniędzy i dalszych perspektyw

                  Co będzie dalej sam nie wiesz
                  czy juz dorosłeś czy jeszcze nie
                  Czy warto wciąz marzyć o dobrobycie
                  czy może zacząć robić coś by żyć...

brzdęk...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz