niedziela, 28 stycznia 2018

sobotnie zamulenie... 2011.02.05

5 lutego 2011

Sobotni poranek powitał mnie szeptem wiatru który próbował się przedostać przez nieszczelne futryny. Wiało  choć temperatura była w plusie jakieś pięć stopni. Niestety dzisiejszy dzień był jakiś niewyraźny bo  plątałem się po domu ot tak bez celu. Siedziałem troszkę przed komputerem na wirtualnej farmie i sie lekko denerwowałem bo nic nie działało tak jak trzeba.
Wena też nie za bardzo chciała przyjść i zagrac mi na strunach żebym coś napisał  . Po obiedzie  jakoś tak mi się zrobiło że si ę zdrzemnąłem.  na szczęście obudziłem się nim miałem wyjść do pracy i zdążyłem sie spakować.  Dziś idę na noc do pracy. Ech może jeszcze przyjdzie do mnie wena i usiądzie obok i podszepnie kilka linijek jakiegoś wiersza? ano zobaczymy...

         Gdzie jesteś mój aniele stróżu 
         kiedy kolejny dzień przygniata moje ramiona?
         Może siedzisz w pobliskim barze 
         i rozmawiasz z pijakami jak ciężko jest  żyć

                  Co robisz kiedy ja dźwigam  kolejny kamień Syzyfa?
                  Może byś mi pomógł choć troszkę 
                  a nie zajadał sie  pączkami z marmoladą 
                  randkując w cukierni z anielicą

         Może  podarowałbyś mi 
         chociaż parę banknotów
         żebym nie musiał się martwić 
         o niezapłacone rachunki i życiem na ulicy

                  Kiedy śpią też nie czuwasz przy mnie
                  włóczysz się przez całą noc
                  po jakiś dancingach i spelunach
                  opowiadając dowcipy o blondynkach...

         Więc to może ja kleknę do pacierza
         i pomodlę się za Ciebie
         byś sporządniał mój aniele stróżu
         bo jak tak dalej pójdzie to wyleją Cię z roboty...

brzdęk..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz