5 lutego 2011
Sobotni poranek powitał mnie szeptem wiatru który próbował się przedostać przez nieszczelne futryny. Wiało choć temperatura była w plusie jakieś pięć stopni. Niestety dzisiejszy dzień był jakiś niewyraźny bo plątałem się po domu ot tak bez celu. Siedziałem troszkę przed komputerem na wirtualnej farmie i sie lekko denerwowałem bo nic nie działało tak jak trzeba.
Wena też nie za bardzo chciała przyjść i zagrac mi na strunach żebym coś napisał . Po obiedzie jakoś tak mi się zrobiło że si ę zdrzemnąłem. na szczęście obudziłem się nim miałem wyjść do pracy i zdążyłem sie spakować. Dziś idę na noc do pracy. Ech może jeszcze przyjdzie do mnie wena i usiądzie obok i podszepnie kilka linijek jakiegoś wiersza? ano zobaczymy...
Gdzie jesteś mój aniele stróżu
kiedy kolejny dzień przygniata moje ramiona?
Może siedzisz w pobliskim barze
i rozmawiasz z pijakami jak ciężko jest żyć
Co robisz kiedy ja dźwigam kolejny kamień Syzyfa?
Może byś mi pomógł choć troszkę
a nie zajadał sie pączkami z marmoladą
randkując w cukierni z anielicą
Może podarowałbyś mi
chociaż parę banknotów
żebym nie musiał się martwić
o niezapłacone rachunki i życiem na ulicy
Kiedy śpią też nie czuwasz przy mnie
włóczysz się przez całą noc
po jakiś dancingach i spelunach
opowiadając dowcipy o blondynkach...
Więc to może ja kleknę do pacierza
i pomodlę się za Ciebie
byś sporządniał mój aniele stróżu
bo jak tak dalej pójdzie to wyleją Cię z roboty...
brzdęk..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz