20 lutego 2011
Nie musiałem się nigdzie śpieszyć a już na pewno do pracy bo przecież jestem na urlopie. Zatem odpoczywanie i łapanie świeżego powietrza. Zatem po dobrym śniadanku pora na mały spacerek. Szczerze powiedziawszy to nawet na ten spacerek nie miałem zbytnio ochoty
z powodu mrozu. Ale jak już mówiłem trzeba pooddychać jodem. Niestety spacer brzegiem morza nie był dokładny bo nie dało się określić gdzie jest dokładnie jego brzeg. Jak okiem sięgnąć wszędzie biało jak na biegunie, mioże spokojnie zamarznięte. Zatem nici z szukania muszelek.. Gdzieś oddali na horyzoncie widać było co prawda statek, ale i tak nie dostrzegałem błękitu fal….
Nie ma co czekać jak mrozik ugryzie mnie mocno za nos (brodami już za jego sprawa odpada) trzeba było udać się do „Koliby”. Tutaj w góralskiej chatce mieści się lokal gdzie podają wyśmienity bigos. To danie i gorąca herbata przywróciły mi przyzwoita temperaturę organizmu. Oczywiście do tego trzaskający ogień z kominka i atmosfera przytulnego miejsca też zrobiły swoje.
Wieczorkiem po powrocie do domku – oddałem się przyjemnościom, telewizorek, muzyczka itd…
Wyrwany z krzyku szalonej biesiady
wracałem z humorem duszy i szumem w głowie
do swojej rodzinnej przystani
śpiewałem coś, a może tańczyłem do melodii mi nieznanej
Zatrzymałem się na moście
starym drewnianym zbitym z lat pamięci
i tam przy szemrzącej rzece
spotkałem ją i bez oddechu się zakochałem…
Była smukła i cierpliwa…
z miłosnym uśmiechem i dłońmi nieba
tak zwyczajna i normalna…
i sam nie wiem czemu tak szybko mnie uwiodła…
Wtuliła się w moje ramiona
liczyliśmy gwiazdy szukając szczęścia
A potem namiętny pocałunek
i bramy raju otworzyła
Dreszcz miłości i dotyk pożądania
wyostrzyły się wszystkie zmysły
I w takim uniesieniu błogo rozanielony
usłyszałem jej dźwięczne imię – Cisza…..
brzdęk..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz