poniedziałek, 29 stycznia 2018

praca, praca.... 2011.04.02

2 kwietnia 2011

Kwiecień plecień  i tak zaplotło się ze budzik mnie znowu budził do pracy. Tym razem na  zmianę 24 godzinną  bo wiem jak chce się mieć troszkę więcej wolnego to trzeba się zamienić dyżurami i popracować za kogoś ...
Dlatego tez dziś mam  swoją nockę a za kolegę mam dniówkę i suma daje 24 godzinny dyżur. Maraton.
Na szczęscie wstałem spokojnie i zdążyłem jeszcze nim zjawił się kierownik.
Czas w pracy płynął spokojnie i nie było dużo pracy. Pierwsze dwanaście godzin minęło  jako tako  Jednak im dłużej siedziałem w pracy tym bardziej zmęczenie dawało po kościach.
Na szczęście przeżyłem to jakoś i mam nadzieję ze nie odbije mi się to na zdrowiu...

          Zwijasz w rulon swój życiorys
          niczym wielką ksiege Boskiego testamentu
          Było, mineło, wzloty, upadki
          radości i łzy zamknięte w minionym czasie...

                    Za zakretem drogi  niebezpieczne wyboje
                    na których połamane zostały nogi
                    i okaleczona krzywym słowem dusza,
                    tylko wiara pomogła podnieś się z upadku...

                    Kartki w kalendarzu przesiaknęły deszczem
                    reumatyzm zamieszkał w kościach
                    sok z kwasnej cytryny wykrzywia usta
                    Słowa mieszają się w duszy pomiędzy prawda i kłamstwem

                    Gubisz swoje tęsknoty biegnąc za autobusem
                     by nie spóznić się do pracy i po wypłatę
                    Sprzedałas swoje marzenia by żyć przyzwoicie 
                    Twoje ideały nie mają juz żadnego znaczenia..

                    Czy widziś słońce daleko przed sobą?
                    Czy wierzysz w isrę życia która kiedyś zapalono w Tobie?
                    Czy jesteś cześcią tego co kochasz, cześcią natury...?
                    a może zabiłaś to wszystko 
                    po to by być zwyczajnym człowiekiem .....

 
brzdęk

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz