2 kwietnia 2011
Kwiecień plecień i tak zaplotło się ze budzik mnie znowu budził do pracy. Tym razem na zmianę 24 godzinną bo wiem jak chce się mieć troszkę więcej wolnego to trzeba się zamienić dyżurami i popracować za kogoś ...
Dlatego tez dziś mam swoją nockę a za kolegę mam dniówkę i suma daje 24 godzinny dyżur. Maraton.
Na szczęscie wstałem spokojnie i zdążyłem jeszcze nim zjawił się kierownik.
Czas w pracy płynął spokojnie i nie było dużo pracy. Pierwsze dwanaście godzin minęło jako tako Jednak im dłużej siedziałem w pracy tym bardziej zmęczenie dawało po kościach.
Na szczęście przeżyłem to jakoś i mam nadzieję ze nie odbije mi się to na zdrowiu...
Zwijasz w rulon swój życiorys
niczym wielką ksiege Boskiego testamentu
Było, mineło, wzloty, upadki
radości i łzy zamknięte w minionym czasie...
Za zakretem drogi niebezpieczne wyboje
na których połamane zostały nogi
i okaleczona krzywym słowem dusza,
tylko wiara pomogła podnieś się z upadku...
Kartki w kalendarzu przesiaknęły deszczem
reumatyzm zamieszkał w kościach
sok z kwasnej cytryny wykrzywia usta
Słowa mieszają się w duszy pomiędzy prawda i kłamstwem
Gubisz swoje tęsknoty biegnąc za autobusem
by nie spóznić się do pracy i po wypłatę
Sprzedałas swoje marzenia by żyć przyzwoicie
Twoje ideały nie mają juz żadnego znaczenia..
Czy widziś słońce daleko przed sobą?
Czy wierzysz w isrę życia która kiedyś zapalono w Tobie?
Czy jesteś cześcią tego co kochasz, cześcią natury...?
a może zabiłaś to wszystko
po to by być zwyczajnym człowiekiem .....
brzdęk
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz