poniedziałek, 29 stycznia 2018

krótki dzień... 2011.04.03

3 kwietnia 2011

Zbieram siły, czyli po przyjeździe z pracy do domu kładę się spać- czas na regenerację.
Wybrałem się też na spacerek by nacieszyć się pogodą lecz długo nie mogłem przebywać na wolności bo przecież trzeba dzisiaj iść na noc do pracy, a ja nie wiem jak wytrzymam tę kolejną noc pracochłonnego maratonu.



      W kącie zmęczonej duszy
      wczorajszych dobrych snów
      niespełnione marzenia płaczą
      bojąc się że nie będzie dobrej pogody
      do pełnego rozkwitu

            W czterech ścianach milczenia
            chowasz swoje plany na przyszłość 
            by świat był inny niż jest
            byś mogła rozwiną wolności skrzydła
            i nie myśleć o niczym

      Chciała byś cofnąć czas
      być młoda piękna i móc wybierać
      ominęła byś kwiat codzienności
      wybierając życie motyla
      co ma wiele kolorów

            Zamieniła byś siaty ze sklepu
            na wielbicieli tłum
            wysokie obcasy i konto w banku
            męża na kochanka
            a dzieci...na coś tam

      A potem patrzyła byś
      z wysoka na ten marny świat
      co utyka na obie nogi...
      I co dalej?
      A gdzie uśmiech i płacz?...

            Ktoś wyciąga dłonie do Ciebie
            jak do Bożego obrazka
            "Mamo pomóż, ukołysz i buzi daj
            podmuchaj ranę i przytul
            bo tyś mój cudowny świat..."

brzdęk...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz