wtorek, 30 stycznia 2018

połamana wizyta 2011.06 25

 25 czerwiec 2011

Troszkę wiaterek podwiewa,  ale co mi tam , dziś jestem umówiony do znajomej "Kotkowej"  tak sobie myślałem rano  przy śniadaniu. Telefon wyrwał mnie z zamyślenia. Akurat ona dzwoniła i powiedziała żebym przyjechał później bo jedzie do szpitala... Co sie stał pytam. Chyba złamałam noge odpowiada. Wczoraj spacerowałam po ogrodzie i nagle noga zrobiła "fik" i cos chrupnęło.
Boli?- pytam dalej,- możesz chodzić? Nie bardzo,  zaraz  kuzynka przyjedzie to pojade do szpitala niech prześwietla...
 Pojechałem później  do niej a ona wita mnie kuśtykajac, oznajmiając że złamana w kostce. Ładnie  gdyby kózka...  ale tak czy inaczej ma miesiac wolnego i szyne gipsowa na nodze...
Czas spedzaliśmy spokojnie na rozmowach i popijaniu piwka.
Wieczorkiem po powrocie do domku zjadłem szybka kolacje i do spania...


Kolejny raz liczysz czas
 zapisujac skrupulatnie 
minuta po minucie
kazdy swój krok

Planujesz sniadanie obiad i kolacje
wizyty usmiechy podawanie reki
najkreslasz według dat
zdobywanie kolejnych szczebli zycia

zaplanowane wreczanie orderów
ukłony podziekowania i zakupy w sklepie
Wystawy  zdobywanie laurów i oklasków
Spisujesz wszysko wtedy to i tamto...

Lecz zapominasz o jednym
że tak naprawde los 
zaplanował za ciebie wszystko dokładniej
kiedy zatrzymasz sie na chwile choroby
czy potraci cie samochód 
albo spadniesz z drabuiny
bo czyjaś głowa była zbyt harda i wysoka
I sama smierć zaplanuja za ciebie...
i kto wie czy wszystko osiagniesz
 to co zapisane masz w kajeciku...

 
brzdęk...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz