poniedziałek, 29 stycznia 2018

ot, takie płynięcie dnia 2011.03.11

11 marca 2011

Po śniadaniu wybrałem się na mały spacerek bo trzeba się dotlenić Pogoda nawet przyzwoita bo można chodzić z rozpięta kurteczką, to znaczy że robi sie wiosennie. W sklepie zrobiłem sobie małe zakupy , a w domu zająłem się porządkami.
Wieczorkiem natomiast o 20.00 czas na radiowe granie, na różnorodną muzykę i cieszenie się dobra zabawą. Dzis grałem dłużej o 30 minut bo  prezenterka która miała grać po mnie  miała problemy z siecią i przekazała swój czas  innemu prezenterowi   który zaczał grać o 22.30
Po audycji kładę sie spać bo rano ide do pracy...

       Białej mewy okrzykiem nadmorskich wydm
       leć pod niebo serca me marzenie
       by zapachem błękitnych fal
       podglądać nagiej syreny śpiew...

               W złotym pisku  snów zmieszanej  zżyciem
              wykąpać duszy pragnienie
              i dać porwać się niebu
              w ocean nieokiełznanej wolności....

       A tak w miejskiej stronie księżyca
       wieszam swoje małe rozterki
       na nieczynnych latarniach
       i pisząc na chodnikach ślady  swej tęsknoty

              Światła i warkot aut rozmazują natchnienie
              na niedokończonym obrazie duszy
              Skulona  w kat przystanku autobusowego
              leży poobijana przez kibiców  wczorajsza nadzieja...

brzdek...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz