wtorek, 30 stycznia 2018

ot taki dzień 2011.07 09

 9 lipca 2011

Słońce przypieka myśli i duchota rodzi się w okół. Rano pojechałem do Pani by wymienić wyłącznik w lampie.Potem po obiadku udałem się z wizytą do znajomej kotkowej , która nadal chodzi z nogą " na wyciągu". Tym razem po kontroli włożyli jej nogę do gipsu i zabronili częstego chodzenia. Wypiliśmy piwko i pogadaliśmy troszkę.Byle do przodu....Pogoda przyjemna chociaż z wiadomych względów nie spędzaliśmy czasu w ogrodzie lecz na werandzie. Po prostu źle się chodzi o kulach po miękkim gruncie.....

    Warczą na siebie psy w zagrodzie
    pilnując głośno swojego zdania
    Kroją nożem blady świt
    dzieląc ciszę poranka na pół

        W pobliskim barze już muzyka gra
        szerokim gestem wita sie podróżnych
        próbując skubnąć coś z ich portfeli
        za wczorajsze parówki i nieświeży chleb

    Życie sie toczy za cukierka smak
    każdy rozespany wierzy w proroczy sen
    z lenistwa wkłada tę samą koszulę
    bo przecież nic nie zdarzy się...

        Kolejny dzień bez żadnego znaczenia
        byle zarobić na papierosy
        zabić nudę co życie kusi
        i  zaliczć bez strat tę datę...

    A na złamanym drzewie kos buduje gniacdo
    taki przystanek w wolnej wędrówce
    ślimak cicho wystawił rogi
    bedzie podziwiał marzenia chmur...  

brzdęk...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz