9 lipca 2011
Słońce przypieka myśli i duchota rodzi się w okół. Rano pojechałem do Pani by wymienić wyłącznik w lampie.Potem po obiadku udałem się z wizytą do znajomej kotkowej , która nadal chodzi z nogą " na wyciągu". Tym razem po kontroli włożyli jej nogę do gipsu i zabronili częstego chodzenia. Wypiliśmy piwko i pogadaliśmy troszkę.Byle do przodu....Pogoda przyjemna chociaż z wiadomych względów nie spędzaliśmy czasu w ogrodzie lecz na werandzie. Po prostu źle się chodzi o kulach po miękkim gruncie.....
Warczą na siebie psy w zagrodzie
pilnując głośno swojego zdania
Kroją nożem blady świt
dzieląc ciszę poranka na pół
W pobliskim barze już muzyka gra
szerokim gestem wita sie podróżnych
próbując skubnąć coś z ich portfeli
za wczorajsze parówki i nieświeży chleb
Życie sie toczy za cukierka smak
każdy rozespany wierzy w proroczy sen
z lenistwa wkłada tę samą koszulę
bo przecież nic nie zdarzy się...
Kolejny dzień bez żadnego znaczenia
byle zarobić na papierosy
zabić nudę co życie kusi
i zaliczć bez strat tę datę...
A na złamanym drzewie kos buduje gniacdo
taki przystanek w wolnej wędrówce
ślimak cicho wystawił rogi
bedzie podziwiał marzenia chmur...
brzdęk...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz