10 lipca 2011
Dziś niedziela w pracy zgodnie z grafikowym rozkładem czyli- budzenie, szybki autobus i siedzenie 12 godzin w pracy. Oczywiście ze nie samo siedzenie bo coś zrobić trzeba ale nie ma co sie bardzo przemęczać bo to w końcu świąteczny dzień który był okraszony obiadkiem( kotlet zbójnicki + ziemniaczki i sałatka)Po powrocie z pracy zająłem się wirtualną farmą i przeglądaniem poczty internetowej...
Żółkną liście Twoich słów
jakby zwiastowały wieczna jesień
Może trzeba zbierać już
zapasy na srogą zimę
Nie zależy Ci już
na radosnych szeptach poranka
Na popijaniu kawy z mlekiem
dzieląc się niesamowitością snów
Już nie kołyszesz biodrami
w rytm koszącej samby
rozdając całusy spragnionym ustom
wabiąc ciało do rozkoszy
Skrzypią drzwi od naszego domu
bo wspomnienia wychodzą z naszych myśli
spowszedniały nasze serca
przygniecione bieganiem w różne strony
Czy jutrzejszy dzień przyniesie okruch słońca
i na nowo da oddychać myślom
czy zakwitną bzy naszych marzeń
czarując nas zapachami odrodzenia...
brzdek..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz