23 maja 2011
Nie wyspałem się dzisiaj, ale i tak budzik nie miał dla mnie litości i zarwał mnie do pracy.
Niestety nie mogłem zbytnio protestować tylko bez chęci pojechałem zarabiać na chleb.
Dzień mijał spokojnie, słońce świeciło bardzo przyjemnie i miło robiło się na sercu. Nie mogłem czerpać z tego faktu wiele przyjemności, bo ten czas spędzałem w pracy. Kierownik dziś mało dokazywał, chciał nas podglądać ale okazało się, że komputer nie zawsze obsługuje te kamerki bo zwyczajnie jest słaby.
Po powrocie do domku grałem na radio do 22.00 kontynuując cykl "Kochane lata 80-te"
Kolejna świeca zgasła zbyt wcześnie,
biały latawiec pofrunął do nieba
Zostawił po sobie krztę bólu,
łzy samotnosci i pustkę w sercu
Pośród głosów anielskich chórów
uchylą się bramy raju
powitalna kolacja z Najwyższym
a potem pytanie ile waży serce...
Wszystko odbędzie się zgodnie z tradycją
za dobro nagroda, kara za grzechy
I z przydziału za zasługi życia
pokoik w piwnicy lub na piętrze
I czas się zatrzyma, choć wcale nie życie
obłoki nucić będa swe pieśni
Ktoś będzie podglądał tych co na dole
ich bieganie bez sensu i ciche modlitwy
A świeczka zapłonie ciepłym płomieniem
tym razem na płycie nagrobka
Pamięć i wdzięczność złożą kwiaty
i wiara w niebo ukoi serce...
brzdęk..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz