26 kwietnia 2011
Święta święta i po świętach, a życie toczy się nadal... I po świętach został tylko bolący żołądek z przejedzenia i parę jajek na twardo...
Wstałem jakiś taki padnięty - pewnie dlatego że coś mi się w nocy śniło nie bardzo fajnego. Zjadłem śniadanko i wybrałem się na spacerowanie po osiedlu, Odwiedziłem tez swój bank bo miałem umówione spotkanie w sprawie mojego konta i takie tam drobiazgi. Po obiadku chwileczkę sie zdrzemnąłem. Wszystko oczywiście dlatego ze dzisiaj mam nocna zmianę . najważniejsze ze wiosna coraz bardziej się rozkręca...
Cicho słychać pieśń
nad zapomnianym stawem
o miłości co kiedyś zakwitła
i zginęła wraz z kwiatami wiosny
Narodziła się jesienią
gdy więdły już marzeń liście
u stóp minionych lat chwały
gdy już wszystko zasypiało bez wiary...
Uśmiechnęła się lekko do pierwszych chłodów
do wieczornej herbaty z rumem
do przemoczonych pasjansów
i zasmarkanych chusteczek
Pomogła w kolejce flirtując uśmiechem
zabrała na długi spacer
robienie ludzików z żołędzi
i kolorowych bukietów z liści...
Modlitwy na cmentarzach bliskich
wspólne posiłki i karmienie wróbli
Zimą grzanie nóg przy kominku,
rozmowy o sobie i minionym życiu...
Delikatne utulenie szacunku
wspólne czekanie na wiosnę
i noce nieprzespane,
śniadania, obiady kolacje
A potem wzeszło słońce
i wiosna zagrała w duszy
miłości otworzyła szeroko drzwi...
by życie na nowo rozkwitło...
Pierwszy pocałunek na środku mroźnego stawu
zapłonął czułością serca...
i było słychać wielki trzask
Pękły lody, a potem nastała cisza...
Nikt nie widział już zakochanych
z siwą jesienią na skroniach
skrzypiały lekko drzwi wyśnionego raju
a opodal stawu zapachniał szczęściem bez....
brzdek...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz