25 kwietnia.2011
Wstałem rano , czując że jeszcze mógłbym pospać długo. Jednak fakt ze mam dzisiaj dyżur w pracy nie napawał mnie szczęściem. Co mogłem zrobić? Tylko po omacku ubrać się w miarę szybko i pobiec na przystanek by dotrzeć do pracy na czas. Pomógł mi w tym bus, bo autobusy dziś jadą rzadko.
W pracy czas płynął spokojnie. Nie mogę powiedzieć żeby było cudownie i świątecznie, chyba że to iż kierownika nie było można zaliczyć jako święto. Lania woda ( smingus Dyngus) nie było zbytnio bo przecież w pracy bardzo świętować się nie da.
Tylko posiłek śniadaniowy przypominał mi o tym że mamy święta - czyli jajeczka ciasteczka i jakieś dobre wędlinki.
Dziś po pracy gram na radio swoja audycje - muzyczka mieszana i taka jaką sobie życzą słuchacze.
W zagajniku dzikich róż
pisze lawendowy list do Ciebie
z drżeniem delikatnych pąków wiśni
ślę ci marzenia mojej tęsknoty
Chcę razem z Tobą miła
dosiąść białych, dzikich rumaków nieba
i gnać nasze pragnienia
pomiędzy obydwoma krańcami teczy
Tam znajdziemy kawałek raju
gdzie spiszemy kolejny rozdział miłości
wypijemy młodości eliksir
patrząc jak rodzą się motyle rozkoszy
Niebo nad nami fiołkami zapachnie
ptasią wolność poczujemy dookoła
i tańczyć będziemy po blady świt
słuchając bajecznych ballad gwiazd
A kolejny dzień zabierze nas niemrawo
do szarej codzienności
w której będziemy czekać kolejnego spotkania
wśród pościeli z białych chmur..
brzdęk...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz