poniedziałek, 29 stycznia 2018

i pokropienie wodą... lekko tradycyjnie... 2011.04.25

 25 kwietnia.2011

Wstałem rano ,  czując że jeszcze mógłbym pospać  długo.  Jednak  fakt ze mam dzisiaj  dyżur w pracy  nie napawał mnie  szczęściem. Co mogłem zrobić? Tylko po omacku ubrać się w miarę szybko i  pobiec na przystanek by dotrzeć do pracy na czas.  Pomógł mi w tym bus, bo autobusy dziś jadą rzadko.
W pracy czas płynął spokojnie. Nie mogę powiedzieć żeby było cudownie i świątecznie, chyba że to iż kierownika nie było można zaliczyć jako święto.  Lania woda ( smingus Dyngus) nie było zbytnio bo przecież w pracy bardzo świętować się nie da.
Tylko posiłek śniadaniowy przypominał mi o tym że mamy święta - czyli jajeczka ciasteczka i jakieś dobre wędlinki.
Dziś po pracy gram na radio  swoja audycje -  muzyczka mieszana i taka jaką sobie życzą słuchacze.


            W zagajniku dzikich róż 
            pisze lawendowy list do Ciebie
            z drżeniem delikatnych pąków wiśni
            ślę ci marzenia mojej tęsknoty

                        Chcę razem z Tobą miła
                        dosiąść białych, dzikich rumaków nieba
                        i gnać nasze pragnienia
                        pomiędzy obydwoma krańcami teczy

            Tam znajdziemy kawałek raju
            gdzie spiszemy kolejny rozdział miłości
            wypijemy młodości eliksir
            patrząc jak rodzą się motyle rozkoszy

                        Niebo nad nami fiołkami zapachnie
                        ptasią wolność poczujemy dookoła
                        i tańczyć będziemy po blady świt
                         słuchając bajecznych ballad gwiazd

            A kolejny dzień zabierze nas niemrawo
            do szarej codzienności
            w której będziemy czekać kolejnego spotkania
            wśród pościeli z białych chmur..

brzdęk...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz