15 kwietnia 2011
Gwałtowne wstawanie o 4.00 - Nie wiem co jest grane ale budzi każe wstać wiec machinalnie się ubieram. Nieprzytomny pakuje coś do jedzenia i termos z herbata . Potem ubieram się , łazienka i trzeba iść na pociąg bo on na mnie nie poczeka tylko pojedzie. W pociągu po zajęciu miejsca siedzącego pomyślałem że trzeba spać dalej. Drzemałem troszeczkę byłem na tyle padnięty ze nawet nie miałem ochoty na nic innego. takie szarpanie ze snem, trwało do jakiejś 11 wtedy zorientowałem się że jest sporo ludzi bo w Gdyni dosiadło się ich dość sporo.Do Warszawy dojechałem w miarę spokojnie, tutaj przesiadałem się na "inter-regio"Miałem niecałą godzinkę na kupienie czegoś ciepłego do zjedzenia. Kiedy przyjechał ten pociąg okazało się że jest on doszczętnie "zapchany"Całą podróż odbyłem stojąc na korytarzu stojąc w ścisku. Na szczęście taka podróż trwała 3 godzinki mogłem jakoś wytrzymać. Kiedy wróciłem do domeczku czekało na mnie kolejne zadanie czyli granie na radiowych falkach eteru. Dwugodzinna audycja przebiegła spokojnie, choć ponoć w moim głosie słychać było nutkę zmęczenia. a po Audycji i szybkim jedzeniu odpłynąłem w sen..
Pada zmierzch na kolana
przed nadejściem kolejnej nocy
Z uwielbieniem przed jej majestatem
za dary jakie niesie wszystkim ludziom...
Musi przecież przynieść cisze i natchnienie poetom
opowiedzieć słońcu bajkę na dobranoc
ludziom dać odpocząć od ciągłej pacy
i podarować sen godny myślącego serca
Czuwać przy bezsennych rozmyślaniach
leczyć serca złamane
i łagodzić bóle cierpiącym
i tym co odchodzą pomaga w przejściu cichutko...
A tym co stracili nadzieje pozwala wierzyć
że ona będzie dobra akuszerką
przy narodzeniu nowego dnia
który okaże się lepszy....
Zmierzch kłania się nisko przed nadejściem nocy
przygotowując szeleszcząca trawę i motyle
do słuchania oddechów ciszy
i gra nieme preludium na pochwałę stworzenia...
brzdęk...
Gwałtowne wstawanie o 4.00 - Nie wiem co jest grane ale budzi każe wstać wiec machinalnie się ubieram. Nieprzytomny pakuje coś do jedzenia i termos z herbata . Potem ubieram się , łazienka i trzeba iść na pociąg bo on na mnie nie poczeka tylko pojedzie. W pociągu po zajęciu miejsca siedzącego pomyślałem że trzeba spać dalej. Drzemałem troszeczkę byłem na tyle padnięty ze nawet nie miałem ochoty na nic innego. takie szarpanie ze snem, trwało do jakiejś 11 wtedy zorientowałem się że jest sporo ludzi bo w Gdyni dosiadło się ich dość sporo.Do Warszawy dojechałem w miarę spokojnie, tutaj przesiadałem się na "inter-regio"Miałem niecałą godzinkę na kupienie czegoś ciepłego do zjedzenia. Kiedy przyjechał ten pociąg okazało się że jest on doszczętnie "zapchany"Całą podróż odbyłem stojąc na korytarzu stojąc w ścisku. Na szczęście taka podróż trwała 3 godzinki mogłem jakoś wytrzymać. Kiedy wróciłem do domeczku czekało na mnie kolejne zadanie czyli granie na radiowych falkach eteru. Dwugodzinna audycja przebiegła spokojnie, choć ponoć w moim głosie słychać było nutkę zmęczenia. a po Audycji i szybkim jedzeniu odpłynąłem w sen..
Pada zmierzch na kolana
przed nadejściem kolejnej nocy
Z uwielbieniem przed jej majestatem
za dary jakie niesie wszystkim ludziom...
Musi przecież przynieść cisze i natchnienie poetom
opowiedzieć słońcu bajkę na dobranoc
ludziom dać odpocząć od ciągłej pacy
i podarować sen godny myślącego serca
Czuwać przy bezsennych rozmyślaniach
leczyć serca złamane
i łagodzić bóle cierpiącym
i tym co odchodzą pomaga w przejściu cichutko...
A tym co stracili nadzieje pozwala wierzyć
że ona będzie dobra akuszerką
przy narodzeniu nowego dnia
który okaże się lepszy....
Zmierzch kłania się nisko przed nadejściem nocy
przygotowując szeleszcząca trawę i motyle
do słuchania oddechów ciszy
i gra nieme preludium na pochwałę stworzenia...
brzdęk...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz