22 czerwca 2011
Dzień wydawałby się nie ma końca, chociażby dlatego ze po nocnym dyzurku nie poszedłem do do domku lecz zostałem w pracy. Wszystko, jakoś dziś mnie denerwowało i męczyło podwójnie. Na szczęście kierownik dziś nie szalał wiec było spokojnie. Ale praca ślimaczyła sie ciągle i ciągle. W nagrodę poszedłem na mały obiadek i zamówiłem sobie kotlecika z ziemniaczkami i surówka..
Po pracy wróciłem bardzo padnięty, nie miałem na nic ochoty tylko na lezenie bykiem...
Za marzen rzeką na drewnianym moście
stoje z gałazka akacji
wróżąc pragnienie miłości
czy chytry los da mi poznać jej słowa
Po niebie tańcza rozesmiane chnury
prowokujac deszcz do gry na fortepianie
Moje mysli czują zapach konwali
czereśnie dojżewaja juz na drzewach....
z Kolejnego porannego wiersza
robie małą papierowa łódkę
puszczam ja na wode
niczym dziewice w noc świetojańska...
Może gdzieś za zakrętem rzeki
czyjeś szukające serce będzie spragnione
i odczyta moje sos...
a potem zapali mi latarenkę na przystani...
Niestety maleńki okrecik tonie
rozmoczony przez szumiacy strumyk
znów los pokrzyzował me marzenia
Czy jutro będę miał więcej szczęścia...
brzdęk...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz