wtorek, 30 stycznia 2018

ciężki dzień 2011.06.22

22 czerwca 2011

Dzień wydawałby się  nie ma końca, chociażby dlatego ze po nocnym dyzurku nie poszedłem do do  domku lecz zostałem w pracy.  Wszystko, jakoś dziś mnie denerwowało i  męczyło podwójnie. Na szczęście kierownik dziś nie szalał wiec było spokojnie. Ale praca ślimaczyła sie ciągle i ciągle. W nagrodę poszedłem na mały obiadek i zamówiłem sobie kotlecika z ziemniaczkami i surówka..
Po pracy wróciłem  bardzo padnięty, nie miałem na nic ochoty tylko na lezenie bykiem...

Za marzen rzeką na drewnianym moście
 stoje z gałazka akacji
wróżąc pragnienie miłości
 czy chytry los da mi poznać jej słowa

Po niebie tańcza rozesmiane chnury
prowokujac deszcz do gry na fortepianie
Moje mysli czują zapach konwali
czereśnie dojżewaja juz na drzewach....

z Kolejnego porannego  wiersza 
robie małą papierowa łódkę
puszczam ja na wode 
niczym dziewice w noc świetojańska...

Może gdzieś za zakrętem rzeki
czyjeś szukające serce będzie spragnione
i odczyta moje sos...
a potem zapali mi latarenkę  na przystani...

Niestety maleńki okrecik tonie
 rozmoczony przez szumiacy strumyk
znów los pokrzyzował me marzenia
Czy jutro będę miał więcej szczęścia...

brzdęk...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz