14 czerwca 2011
Wstałem rano spokojnie i przespacerowałem się do najbliższej żabki kupić sobie coś do picia. Po śniadaniu koło dziesiątej poszedłem do Magdy by razem z Patrykiem puszczać na stawku motorówkę. Niestety nic z tego nie wyszło bo po ułożeniu na wodzie motorówki ona pokręciła się troszkę a potem zatrzymała. Silniczki nie reagowały, a poprzez wiatr odpłynęła od brzegu około jednego metra. Sytuacja straszna bo nie ma jak jej dostać a miejska sadzawka jest zbyt głęboka. Dobrze że szli młodzi wędkarze
i pomogli mi znaleźć długi konar, za pomocą którego dociągnęliśmy łódkę do brzegu. Potem poszliśmy na rynek bo Patryk za pieniążki z urodzin chciał kupić sobie zabawkę i chodziliśmy od sklepu do sklepu za czymś co go zadowoli. Po południu, po obiedzie znowu spacerek na łono natury, czyli wędrówka po lesie gdzie mogliśmy spotkać biegające sarny i odświeżyć płuca.
Za swoja miedza nie widzisz siebie
tylko stertę zgniłych słów
zapijaczonych gospodarzy
niechlujnych rolników niedbających o plony
ufajdane zwierzęta
bajzel i smród...
Inni nie umieją żyć
wola piwne opowieści
marnować ziemie i czas
nie szanują sąsiadów i życia
grzeszą głupotą i bezmyślną rozkoszą..
Po swej stronie płotu
Widzisz swa modrość i spracowane dłonie
ziemie co rodzi
i mleko w korycie rzeki
Drzewa uginają się od owoców
czysty dom pełne garnki
Praworządność, odwaga i słowo
co wszystko układa jak trzeba...
Tylko niepotrzebnie ta mucha
budzi stale Cie z pięknego snu
Ona już wie ze wdepnąłeś w gówno
walające się wszędzie w tym obejściu
Znowu nie możesz poradzić sobie
z własnym egoizmem
i braku chęci do życia
Niszcząc wszystko co dał Ci ojciec...
Patrzysz na walący się dom
obraz twojego życia
Marzeniami nie wykarmisz bydła
nie pościelisz domowego miru
Zacznij zyc i dbaj o to co masz...
by spełnił sie sen...
brzdęk...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz