i koniec urlopu... smuteczek..
niedziela 30 lipca 2017
Spie do jakiejś 9 potem tradycyjnie kawa , płatki śniadanie Idę do kościółka a potem na plaże pożegnac może ech dopiero je witałem. Troche brodze sobie pomaleńku. Dzień usieka szalenie a ja już musze się pakowac i zbierac do wyjazdu.
Krysia jak zawsze obficie zaopatruje mnie na drogę i ... pajechali. Tym razem Krzysiek mnie nie odwozi bo sporo ludzi i trzeba jakoś to ogarniać.
Docieram na dworzec pakuje sie do autobusu i... jakos mi atk dziwnie smutno....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz