wtorek, 10 lipca 2018
do pracy... 2014.11.10
Poniedziałek 10 listopada 2014
Idę na dniówkę do pracy bo trzeba za kolegę odbębnić zmianę . Załatwił sobie wycieczkę krajoznawcza do Warszawy zabierając ze sobą żonę , a mnie prosił o to żebym za niego wziął dzisiejsza zmianę. Zatem mam jego dyżur i pracuje, a dzień jakoś się dłuży. Po pracy wracam do domku zjadam obiadokolacje i myślę jak tu zasnąć żeby znowu wstać do pracy.
Wiatr sprząta już po jesiennym balu
nucąc pieśń spadających liści
samotny żeglarz tęskni a morzem
zasypiając na ławce w parku
Przydrożny katar dobiera się do płuc
myśli Kuleja z przeziębienia
serce posyła w niebo
raport z nieudanych marzeń
Łamie się w dłoniach pióro
zakompleksionego testamentu sumienia
w nieznanym kierunku lecą westchnienia
byle nie zderzyć się z rzeczywistością
Czas otwiera drzwi zapomniane
przeciągi mogą skraść tęsknotę za pragnieniami
strach przed zwycięstwem jutra
jest silniejszy od nadziei w szczęście…
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz