Sobota 26 lipca 2014
Powroty do pracy to straszna rzecz i to od razu na dnióweczkę.
Roboty dość sporo ( nie wiem gdzie ręce włożyć) Cały czas czekam kiedy wyjdę do domu. Ech jak tu funkcjonować? Normalnie trzeba się przestawić i przywyknąć.
Do domku wracam padnięty i nic mi się nie chcę.
Podnoszą się sztandary wolności
nad upadłym mrokiem miasta
Gotuje się krew do szaleństwa
zawieszone na haku wartości
nie będą już przeszkadzać w życiu…
Kolorowa flaga tolerancji
wypite litry ogłupia czy
pozwalają istnieć bez lęku
w fantazyjnym świecie bez barier
i ograniczeń praworządności
Wolność malowana obłędem umysłu
wyprowadza człowieka na spacer
rozgrzeszane wybryki z urzędu
sztuczne wino, kobiety i śpiew
karykatura pokiereszowanego raju…
Za betonowym siedzi cicho wystraszona miłość
której ktoś podeptał dobre imię
Nadzieja nie może znaleźć sobie miejsca
w tej dziwnej rzeczywistości..
A wiara leży opuszczona pod stolikiem
sprzedana za szklankę słabego piwa
Zaspany człowiek nie zastanawia się wcale
co jutro zostanie z jego życia…
brzdęk
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz