i19 stycznia 2013
Rano sie budzimy wszyscy, bo trzeba będzie dokończyć parę rzeczy, przystroić stół i takie tam. Po drodze zaglądam do biedronki po napoje.
Imprezka jest o 16. Oczywiście zaczyna się obiadem. Rosołek z makaronem, na drugie do ziemniaczków wybór devolaje, nóżki z kurczaczka, skrzydełka zraziki schabowe itd. Na stole tez pojawiają się sałatki: z kurczakiem wędzonym, i druga z tortelini. Pycha a jakby komu było mało to jeszcze sa jaja w majonezie, serniczek , ananasowiec i tort orzechowy urodzinowy.
Zabawa trwa i bawimy się świetnie do jakiejs 2:00
Zgrzyta zębami czas
czekając kiedy przyjdzie moja kolej
przejścia na druga stronę
po za drabina życia
Każdego dnia rano pojawia sie pytanie
o złe postawienie kroków
o rozsypywanie kamieni uczynków
Cichy bilans przemijania
Nie liczę już zakrętów
ani mostów które były ciężkie do przejścia
powalonych drzew po burzy
ani posianych pól co dają dobre plony
Zapomniałem dziękować za cuda codzienności
za uśmiech losu i łzy smutku
oddycham łapiąc każdą chwilę piękna
Dziele sie myślami i chlebem powszednim...
Nie chce słuchać zgrzytu trybików
co pchają rzeczywistość przed siebie
Chcę dotykać moja codzienność
wierząc ze jestem światu potrzebny...
brzdęk...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz